Photo Klan

Strona główna   |   O autorach zdjęć   |   Galerie   |   Tapety   |   Mapa serwisu

Molinowie i Raszkowie

Stare fotografie

Zaczęło się od przeglądania rodzinnych albumów fotograficznych i pojawiających się pytań i wątpliwości. Kim jest ten sympatyczny pan z sumiastym wąsem? A ta pani w eleganckim kapeluszu z tajemniczym uśmiechem? Ta starsza pani to zapewne moja prababcia, ale która? Jeśli ja mam takie wątpliwości, to co mają powiedzieć moi wnukowie? Zaskoczyło mnie pytanie, które zadała mi niedawno wnuczka: kim jest dla Ciebie ta ciocia z Kanady, która robi takie ładne zdjęcia? Ona nie wie, że to moja siostra!

Odpowiedzi na te i inne pytania udzielić może jedynie rodzina. Dopóki jednak żyją najbliżsi, nie interesujemy się historią rodu. Gdy odchodzą, okazuje się, że tracimy całą naszą bazę danych. Najwyższy więc czas na zarchiwizowanie tej bazy. Najprościej stworzyć drzewo genealogiczne rodziny uzupełnione archiwalnymi zdjęciami.

Molinowie i Raszkowie

Drzewo genealogiczne

Od pomysłu do czynu jeden krok. Wydawałoby się, że najtrudniej będzie zdobyć dane dotyczące minionych pokoleń. Nic błędniejszego. Cała rodzina mieszkała od pokoleń na Śląsku Cieszyńskim; tutaj się rodzili, żenili i rodzili dzieci. Wszystkie archiwa można więc znaleźć w kilku najbliższych parafiach. Najtrudniejsze okazało się odszukanie najmłodszego pokolenia. Po wojnie rodzina rozsiała się po całym świecie, od Hawajów, przez Europę aż po ... Tajwan. Dało się to zauważyć już przy przeglądaniu zdjęć. W starych albumach pełno jest zdjęć grupowych, robionych przy okazji rodzinnych spotkań okolicznościowych. Na jednej fotografii naliczyć można ponad 20 osób najbliższej rodziny (dziadkowie z dziećmi i wnukami). Dzisiaj nie udałoby się zebrać do jednego zdjęcia nawet jednego dorosłego pokolenia rodziny.

Jan i Anna Molinowie z dziećmi

Gdzie te dziewczyny ...

Słuchając wspomnień najstarszych członków rodziny i oglądając zachowane dokumenty dochodzę do wniosku, że albo ja miałam nieprzeciętnych przodków albo rzeczywiście jest sporo prawdy w powiedzeniu, że tamto pokolenie było stworzone z innego, przedwojennego materiału. Nie znałam moich dziadków ze strony matki. Oboje zginęli w czasie wojny. Bardzo żałuję, że nie poznałam Zuzanny Lauckner, siostry mojej babci. Ciocia Zuzia zaliczyła tylko 3 klasy polskiej szkoły podstawowej, dalsza edukacja odbywała się w języku niemieckim (Śląsk Cieszyński był wtedy przecież pod zaborem austriackim). Wcześnie wyszła za mąż za Niemca i wyjechała z nim do Niemiec. Całe dorosłe życie posługiwała się tylko niemieckim językiem, bo ani mąż ani dzieci nie znały polskiego. Od czasu do czasu pisała jednak listy do polskiej rodziny. I to jakie listy! Pisane piękną polszczyzną, bez jednego błędu.Zuzanna Lauckner

I tego nie mogę zrozumieć. Dzisiaj wystarczy wejść na jakiekolwiek forum w internecie i włosy stają dęba na widok ilości błędów ortograficznych w jednym prostym zdaniu. Nie można chyba wszystkiego tłumaczyć dyslekcja, bo przecież nawet dyslektycy są w stanie nauczyć się podstawowych zasad ortografii (wiem coś o tym, bo sama jestem dyslektyczką). Ciocia Zuzia zresztą nie tylko pięknie pisała po polsku ale też mówiła tak, jakby nigdy nie wyjeżdżała z Polski a od czasu wojny nigdy w Polsce nie była. Mój syn spotkał ją kiedyś w kanadyjskim buszu, gdy przyjechała tam w odwiedziny do swojej siostry. Był zachwycony 90-letnią panią, jej humorem i płynną polszczyzną bez obcego akcentu. A my, pokolenie powojenne, po kilku latach spędzonych zagranicą mamy często problemy z przypomnieniem sobie podstawowych słów po polsku.

Rodzina dzisiaj

Exodus z Polski zaczął się zaraz po wojnie. Następni opuszczali Polskę już w latach 60tych. Teraz ich dzieci i wnukowie zaczynają odwiedzać kraj ich przodków. Niektórych już poznałam, innych nie znam w ogóle a część znam z robionych przez nich fotografii. Uważam, że mam utalentowanych fotografików w rodzinie i oglądanie zdjęć ich autorstwa sprawi przyjemność nie jednemu. Zapraszam więc do galerii.

do góry
English version  EN



© 2007-2008 Photo Klan